wizytówki

feeling
The current mood of Anima at www.imood.com

shortcuts
admin


archive
2008
maj
2007
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
wrzesień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



3 lata
2008-05-04, 05:32:58
skomentuj (4)

2 lata
2007-05-04, 14:53:27
skomentuj (10)
Dawno już nie miałam motyli w żołądku. Może dzisiaj zaczną spadać gwiazdy...
2007-04-14, 21:33:28
skomentuj (13)
Wszystko, czego dotknę zamienia się w puzzle, zagadki, ślepo-uliczkowe zakręty. Nie na darmo piszą mi w horoskopach, że idealny zawód dla mnie to detektyw, psycholog i pisarz. Czas wreszcie potraktować układy planet poważnie. Wszak kilka lat temu przepowiedziano mi wyjazd do USA. Nadal mam zapiski z sesji astrologicznej. Już dawno do nich nie zaglądałam. A chyba, dla własnego dobra, powinnam.
2007-03-27, 02:34:56
skomentuj (1)
Ściska mnie w środku, tak między żołądkiem a sercem, ściska za każdym razem, gdy wysiadam z AirTrain i wychodzę na którykolwiek z terminali, pierwszy czy czwarty, z innymi nie miałam do czynienia, pomijając służbowe wyprawy na Florydę, do Teksasu czy Nevady. Zatem ściska mnie w środku, to jak odruch bezwarunkowy, bo lotnisko kojarzy mi się z moimi wyjazdami, czyimś przyjazdem lub odjazdem, wszystkie sytuacje szalenie emocjonalne, wywołujące radość, smutek, wszystkie prawie jednakowo stresujące. M. poleciała dzisiaj do Polski na dwa miesiące. M. i jej synek, który do ostatniej chwili nie zdawał sobie sprawy z tego co się dzieje, rozpłakał się dopiero wtedy, gdy musiał puścić dziadkową dłoń i pójść tylko z mamą w stronę gate’u. Ale zaraz potem zainteresowały go taśmy regulujące kolejkę do security check point, samoloty, które dostrzegł przez duże szyby terminalu i potencjalni koledzy, podróżujący tym samym samolotem. W drodze powrotnej do domu wstąpiliśmy ze słomianym wdowcem jeszcze na drinka do irlandzkiego baru, co po wczorajszym wieczorze i dwóch butelkach znakomitego merlota i zjazdem około drugiej nad ranem, wydawało się na pierwszy rzut oka próbą samobójczą, a okazało się zbawiennym remedium do momentu, w którym Francuzka – barmanka zaoferowała tequilę. Zatem M. poleciała, nie mam jeszcze pojęcia, jak będą wyglądały moje wieczory bez niej. Nie mam pojęcia, jak będą wyglądały jego wieczory, ale wiem, że będę się źle czuła w roli strażnika i kapusia, chyba mi się to nie uda, tylko po czyjej teraz stawać stronie? Nie przyznam się jej, że byliśmy w irlandzkim pubie, ale na pewno powiem, że on co chwila patrzył na zegarek i zastanawiał się głośno, gdzie teraz jest samolot i czy mały już śpi, czy też biega po samolocie rozbawiając wszystkich dokoła.
2007-03-24, 04:06:12
skomentuj (0)
Przed chwilą tuliła i całowała mężczyznę. Wysoki, lekko przygarbiony, o posturze niedźwiedzia, odszedł w kierunku AirTrain, ciągnąc za sobą walizkę. Nie chcę patrzeć jak znikasz za security check point, powiedziała wcześniej, pożegnajmy się tutaj. Wolę sobie wyobrażać, że jedziesz kolejką na Long Island. Odjechały już trzy pociągi, a oni nadal bujali się w uścisku, co chwila spoglądając sobie w oczy. Szepnął jej coś do ucha, ona się uśmiechnęła, odwróciła na pięcie i zbiegła w dół, na peron metra. Teraz siedzi i płacze, raz po raz spoglądając przez ramię, być może w nadziei, że zobaczy go biegnącego po schodach w jej kierunku. Postura niedźwiedzia nie pojawia się jednak przez kolejne minuty. Wsiada zatem do E. Siada i wciąż płacze, a po jej twarzy błądzi uśmiech i oczy pobłyskują szczęśliwością.
Obserwuję ją ukradkiem od piętnastu minut. Nie wiem, czemu jej zazdroszczę.
2007-03-19, 02:29:17
skomentuj (4)
Czym się żywisz?
Słowami. Pisanymi do mnie i dla mnie. Szczerymi, najlepszego sortu i najwyższej jakości. Przyrządzonymi najchętniej na ciepło, starannie, z pasją i sercem, ze szczyptą słodko-ostrych partykuł do smaku; podanymi w niekoniecznie wykwintnym, ale dobrej jakości serwisie i przybranymi gdzieniegdzie gwiazdkami, kropkami i nawiasami.
A na deser? Rozmowa?
Rozmowy bywają kłopotliwe, rozwlekłe, dygresyjne i zbyt najeżone przydługimi chwilami milczenia. Zdecydowanie bardziej smakuje mi słowo pisane, które można sobie dawkować w każdym momencie, bez ograniczeń.
Ryzyko?
Uzależnienie, w które łatwo popaść, a z którego trudno się wyleczyć.
2007-03-11, 21:34:10
skomentuj (4)
Zima nie odpuszcza. Po cieplym weekendzie mrozny i bardzo wietrzny poczatek tygodnia. Zima nie mija, ale mnie nie udalo sie jeszcze zrobic zdjec zasniezonego Central Parku. Z. prosi o nie w kazdym mailu. Szczerze mowiac, mam nadzieje, ze nie bede miala juz ku temu okazji w tym sezonie. Wole wyslac mu zdjecia z wiosennego Central Parku. Albo jeszcze lepiej: isc z nim znow na dluuuuugi spacer po kwitnacym Central Parku, co jest coraz bardziej prawdopodobne.
Tymczasem w pracy nosze coraz wiecej czapek, bo dzial sie rozrasta, a pracodawca oszczedza na etatach. Czapki coraz bardziej wymyslne i tak samo niewygodne. Kusi jeszcze Las Vegas w czerwcu i nowy spektakl Cirque du Soleil, ruletka i klub Jet w Mirage, ale nie wiem, czy dotrwam. No, chyba, ze K. bedzie czesciej przynosila do pracy sangrie (zawierajaca ponoc 95% soku, w co nie chce mi sie wierzyc po trzech pierwszych lykach) i serwowala ja w styropianowych kubeczkach na lunch i podwieczorek tylko tym wtajemniczonym w jej nalog i zerwane obietnice postne.

Ale wlasnie z gazety.pl dowiaduje sie, ze koszt zycia w Warszawie jest tylko o 20 proc. nizszy niz w Nowym Jorku. Co za ulga, ze nie jest to wylacznie moja obserwacja. Bo ja to miasto bezwarunkowo uwielbiam.
2007-03-06, 22:21:05
skomentuj (4)